Wyjątki z rozmowy Rajvi H. Mehta z BKS Iyengarem
Yoga Rahasya, Marzec 1999
Guruji, czy od początku czułeś moc jogi i jej potencjał uzdrawiania?
Nie miałem o tym żadnego pojęcia. Los musiał tu odegrać jakąś rolę. Zaczynając uczyć, byłem jak ptak bez gniazda — bez wykształcenia i z nikłym rozumieniem teorii. Dowiedziałem się, że joga ma moc pomagania ludzkości przez eksperymentowanie. Nigdy bym nie pomyślał, że zdołam zanieść jej przesłanie tak daleko.
Faktem jest, że cierpiałem w dzieciństwie. I jeśli byłem przeznaczony do bycia posłańcem jogi, z pewnością nic o tym przeznaczeniu nie wiedziałem.
Okoliczności o tym zdecydowały. Szczęśliwe czy nie — nie wiem — działały na korzyść i niekorzyść zarazem. Pchały mnie w tę stronę, lecz bez niczyjego wsparcia. Cierpienie postawiło mnie na ścieżce, ale to odpowiedzialność mnie na niej utrzymała, stając się przewodnim światłem w wymyślaniu sposobów podejścia do przedmiotu — zarówno mnie praktykującego, jak i mnie nauczyciela.
Motywacja do jogi przyszła z zewnątrz. Moja fizyczna kondycja nie była atrakcyjna, a mimo to powołano mnie do nauczania. Byłem sztywny jak kij — ograniczony w ruchu, bez własnej osobowości ani wyglądu przyciągającego ludzi. Nieraz byłem pośmiewiskiem. To podsycało moją determinację, by pokazać głębię i piękno doświadczenia jogi, przerastające takie uczucia.
Musiałem pracować, więc nie miałem czasu, nie mówiąc o zasobach, by na wczesnym etapie nauczania sięgać po książki. Dobrze się złożyło, że chirurg dr V.B. Gokhale zaprosił mnie do demonstracji praktyki podczas jego wykładów. Subiektywnie przyswajałem pojęcie ludzkiej anatomii. W tamtych czasach nie było dostępnych tekstów o circumdukcji (ruch okrężny) ani circumfleksji (ruchu obrotowy/skrętny) na płaszczyźnie organicznej. Potrzebowałem wypracować sposób, by móc oddziaływać na wątrobę jak na biceps i poznawać wpływ takiego działania na wymiar emocjonalny i psychiczny. Wiedziałem, że joga nie dotyczy wyłącznie wymiaru fizycznego, lecz duchowego. Introspektywne studiowanie jakościowych zmian w āsanie, testowanie subtelnych uzgodnień między ciałem zewnętrznym a wewnętrznym nauczyło mnie anatomii od środka. Dopiero później zacząłem sięgać po książki. Do lepszego nazwania moich doświadczeń lub kiedy moje subiektywne odczucia nie dawały mi odpowiedzi w problemie.
Szukałem praktycznych odpowiedzi na pytanie jak pracować, by stymulować narządy, lecz ich nie zaogniać? Poznawałem najpierw działanie ruchów stymulujących i nasilających obciążenie. Potem odrzucałem te, które wyraźnie nie pomagały pacjentom. Dowiedziałem się, jak ożywienie musi poprzedzać zmianę i jak obciążenie — bez względu na to, ile skupienia i siły wymaga — nigdy nie może drażnić nerwów. Otrzymując informację zwrotną z ciała, uczyłem się od nowa, przerabiając korekty, tak by nie wywierać nadmiernej presji na narządy — w tym na mózg. Dzięki temu stałem się dobrym i wymagającym nauczycielem.
Jak decydujesz o kierunku działania w pracy z pacjentem? Na podstawie diagnozy lekarza,
dokumentacji, opisu objawów przez pacjenta czy tego, co obserwujesz?
Zaglądam do wyników, by ocenić zakres i intensywność problemu i cierpienia z jakim mierzy się pacjent. Do jakiego stopnia choroba zajęła ciało. To wszystko.
Potem, w praktyce, dowiaduję się ile w kimś jest odwagi i gotowości do podjęcia pracy. Sprawdzam ogólną mobilność i spójność ruchu. Jeśli to konieczne najpierw zajmuję się budowaniem czyjejś pewności siebie, dając āsany „zapewniają zadowolenie”. Nie od razu zajmuję się leczeniem choroby.
Ciało i umysł najpierw potrzebują edukacji i zwiększenia wydolności. Ciecz trzymana w próżni podlega dużemu ciśnieniu. Gdy napięcie zostaje nagle zwolnione, uciśnięty obszar gwałtownie się opróżnia. W chorobie próżnia mentalna jest bardzo, bardzo duża toteż poruszenia umysłu muszą być spokojne, a przepływ energii rytmiczny, żeby odżywiać włókna i zapraszać układ nerwowy w tryb, regeneracji. Kiedy to się udaje, przystepuję do pracy z tym, co otacza problem, słuchając informacji zwrotnych z ciała. Bez niej nie idę dalej.
Obraz pacjenta pozyskuję bardzo szybko. Często wszystko uderza mnie naraz. Widzę, co należy zrobić przy określonych chorobach i wzorcach zachowań. Kiedy to jest jasne, proponuję āsanę i próbuję sekwencji. Najpierw sprawdzam, co będzie oddziaływać łagodząco. Rozebrałem nawet najprostsze pozycje na etapy by pozwolić ciału i umysłowi pacjenta stopniowo się dostosować do obciążenia. Nigdy nie zadaję pytania „jak się dziś czujesz?”, pytam tylko o informację zwrotną z pozycji lub działania w pozycji. To jest podejście psychologiczne. Wchodząc w czyjś tok myśli i uczuć, mogę wywołać niepomocny efekt, dopasowując się do dolegliwości, zamiast do osoby. Jeśli ktoś doznaje ulgi — kontynuuję.
Patrzę na osobę, która przychodzi. Biorę pod uwagę jej fizyczną i mentalną ramę, sposób czyjegoś zachowania, patrzenia, słuchania, mówienia do ludzi.
To daje mi informację o czyimś wewnętrznym stanie. Obserwuję pacjenta w praktyce przez dzień lub dwa — kolor skóry, blask w oczach, przepływ oddechu i wiele innych rzeczy, które zostawiają we mnie ślad. Wszystkie te dane mówią o czyjejś osobowej konstytucji. Te konstytucje mnie zajmują. Studiuję je subiektywnie, facylitując przemianą ich uwzorowań w tempie i sile reakcji. To są znaki poprawy.
Takie potwierdzenia, jak „czuję się lepiej, czuję się lepiej” niewiele wnoszą. Czasem „nie czuję się lepiej” niewiele mówi o zmianie, która już jest widzialna, lecz jeszcze nie doświadczana. Dostrzegamy różnicę w kolorze skóry, oddechu, blasku oczu — lecz jeszcze nie ujawniła się ona czyjejś percepcji. Widząc zachodzącą transformację, przestaję słuchać pacjenta. Nasilam działanie, dopóki doznania nie zostaną świadomie odebrane. Zamiast słuchać tego, co pacjent mówi, kładę nacisk na ożywienie przepływu inteligencji i wyostrzenie postrzegania. Jak podanie silnej dawki lekarstwa, na które ciało wyraźnie reaguje. Widzę, jak ten efekt dochodzi do pacjenta, zanim jeszcze zapytam o informację zwrotną. Z czasem ciało samo się orientuje kiedy, czego i ile może przyjąć.
Ludzie nazywają to intuicją, lecz ja mówię, że to zdolność rozwinięta przez lata wynikiem obserwacji. Jak naukowcy, którzy potrzebują instrumentów, by wspierać i wydobywać swoje idee — może moja zdolność była uśpiona i zaczęła się rozwijać, gdy ludzie zaczęli przychodzić do mnie po leczenie. Jednej rzeczy jestem całkowicie pewien — nawet jeśli nie zdołałem pomóc, nigdy nie spowodowałem pogorszenia czyjegoś stanu.
Joga nie zawsze działa od razu. Wymaga pracy ze strony ucznia, niemniej niż nauczyciela.
Co poradziłbyś swoim uczniom, którzy teraz uczą terapii —
jak powinni rozmawiać z pacjentem, dawać mu wsparcie i go motywować?
Patańjali podaje różne przyczyny bólu. By doprowadzić do zmiany, czasem trzeba kogoś sprowokować, a czasem zachęcić. Kṛta, kārita, anumodita — to pojęcia, których użył Patańjali. Żeby móc kogoś zachęcić, najpierw trzeba doświadczyć dobra w sobie. Wiedza o przedmiocie pomoże pacjentowi zaakceptować to,
co musi być zrobione i usamodzielniać go w procesie. Dzisiejszy świat się zmienił i ludzie bardziej polegają na narracjach, niż rzeczywistych działaniach.
Nie wiem jak, lecz moja osoba wzbudza w innych zaufanie. „Patrząc na Ciebie czujemy, że jesteś kimś, kto może pomóc”. Nie wiem, czy mam „moc uzdrawiania”, lecz nawet w pozornie beznadziejnych przypadkach zdołałem przynieść ulgę, przywracając pacjentom pewność siebie i budując dalej na jej podstawie. Przełknąłem swojego czasu mnóstwo krytyki i wątpliwości w stosunku do tego, co robię, na co jedyną odpowiedzią z mojej strony są rezultaty. W odróżnieniu od medycyny alopatycznej, w jodze nie można testować pozycji jak przepisywanych leków. Pozycje nie są alternatywnymi pigułkami — ich składniki nie są stałe, a ich działanie celowane. Niska intensywność āsan rodzi moc, pod warunkiem że praca w nich podejmowana przełamuje mentalne i pomostuje fizyczne ograniczenia. Prosta forma, za której pośrednictwem świadomość rozciąga się nieskończenie.
Musimy pracować psychosomatycznie. Wpływając na psyche przez funkcjonowanie soma, a czasem w drugą stronę. Tak czy owak uwzględniając ich wzajemne równoważnie. Z tego są dywidendy.
Dziś ludzie pragną natychmiastowego lekarstwa. Ich tolerancja jest niska. Dlatego nauczyciel musi być szybszy. Jestem nauczycielem od 1936 roku — nic nie wiedząc o pomocach, ani o fizjoterapii. W jodze nie ma pasywnego ruchu. Ciało jest wszystkim i wszystko musi być zrobione przez działanie od wewnątrz.
Spoczynek i działanie muszą współistnieć w procesie leczenia. Nauczyciel potrzebuje określić, który tryb przyjąć — pasywno-aktywny, pasywno-pasywny,
aktywno-pasywny, aktywno-aktywny. To nie jest nigdzie napisane. Całkowita pasywność nie jest dla ciała obojętna — może powodować zakłócenie.
Żadna działanie nie jest wyłącznie lokalne — coś się wydarza powyżej i poniżej, a odległe punkty reagują na lokalnie podejmowane działanie. To ma znaczenie. To rozumienie zawdzięczam ludziom, z którymi pracowałem.
Szukaj wskazówek u starszych nauczycieli. Opracowaliśmy metody modyfikowania pozycji i tego, czego szukać, by łagodzić stany objawowe i wyciszać poruszenia. Porównuj swoje zastosowania z tym, co doradza doświadczony nauczyciel, sprawdzaj, notuj odpowiedzi pacjentów. Pielęgnuj komunikację i pogłębiaj wiedzę o połączeniach w ciele.
Guruji, pacjenci odczuwający ulgę mogą wyrażać swoje oddanie i wdzięczność w sposób,
który wzbudza ego nauczyciela. Jak można tego uniknąć?
Ego jest progiem przejścia, albo urwiskiem. Nie mogę dać się unosić pochlebnym opiniom. Zamiast tego pytam siebie — jak przebiegł proces danej osoby, co przyniosło terapeutyczny rezultat? Co daje się zastosować do innej osoby w podobnym stanie? Czy to można powtórzyć, czy należy podejść do planu āsan inaczej, by dotrzeć głębiej lub w innych sposób do dotkniętych obszarów? Szukanie poprawy umiarkuje ego.
Czasem pacjent czuje się zadowolony z poprawy, lecz moje sumienie nie jest zadowolone. Co można zrobić? Powierzchowna satysfakcja sprawia, że ludzie porzucają praktykę, a po dziesięciu latach mogą wrócić z tymi samymi lub gorszymi objawami. W tamtych czasach byłem bezwględny i mówiłem: „byłeś głupcem, że odszedłeś” — i budowałem od nowa. Nabyte doświadczenie pozwoliło mi zaczynać pracę z kolejną osobą tam, gdzie skończyłem z ostatnią. Przyspieszało to ich powrót do zdrowia.
Ego nie jest kwestią do pokonania. Ego i jaźń to dwie strony tej samej monety. Sława i uznanie kumulują bhoga karma. Nie implikuje to wyłącznie żywienia pragnień, lecz także postawę – komercyjną, gdzie szczęście równa się sukcesowi finansowemu. To bhoga-kriyā. Patrzę na drugą stronę monety, ułatwiając transformację w kierunku aparigraha. Kontrola ego nie pochodzi od mistrza, lecz od wewnętrznego guru. To subiektywna zmysłowa jakość i wskazówki z zewnątrz są wobec niej bezużyteczne.
II.18 prakāśa-kriyā-sthiti-śīlaṁ bhūtendriya-ātmakaṁ bhoga-apavarga-arthaṁ dṛśyam
Wszystko, co postrzegamy aspektują trzy zasady przejawiania się fizycznej rzeczywistości; światło/widzialność, ruch/zmiana, ciemność/inercja.
Wedle nich fizyczne elementy łączą się i ewoluują w zjawiska, obiekty, narządy postrzegania i struktury poznawcze.
Ucieleśniona wiedza o naturze służy wyzwoleniu doświadczenia poznawczego z ograniczeń.
Sthiti wiąże się z zatrzymaniem i bezwolnością, która musi zostać uruchomiona działaniem kriyā. W tym działaniu to, co ciemne i niewidoczne, musi zostać rozjaśnione przez prakāśa. Patańjali mówi o świetle poznania. Przez poruszenie w elementach bhūta inteligencja ciała zostaje rozbudzona. Wtedy aktywność postrzeżeniowa zmysłów i zaangażowanie narządów działania, a przez nie osobowa świadomość, automatycznie ulegają przeobrażeniu. Poczucie mocy Ja może zarówno intensyfikować bhoga,
jak i wolę poznania natury jego lgnięć — aparigraha. Wyzbycie się egoistycznych atrakcji równe jest świętości. Czy można do tego doprowadzić obiektywnymi środkami działania?
W związku z pracą z innymi, nauczyciel musi oczyszczać inteligencję i to, czym w ciele odkłada się ego. Stawiać siebie wobec takich pytań: co jest moją rzeczywistą zasługą? W imię czego akceptuję podziękowanie? Mogę być faktycznie instrumentalny w czyimś procesie zdrowienia, lecz skąd pochodzi moja wiedza?
Jeśli wspierając czyjś proces, pojmujesz grę przeciwieństw i niejednowymiarowość wpływu, świadomość ta jest Twoją mocą, lecz jest zasługą Twojego nauczyciela.
Wtedy ego się nie rozrasta.
Ale czy nie jest to efekt dojrzałości w praktyce?
W praktyce i w relacjach. Ego odurza i pod jego wpływem tracimy równowagę.
Trudno jest wtedy wspierać kogoś w procesie przywracania równowagi i zachowywać trzeźwość w oglądzie.
I.30 vyādhi-styāna-saṁśaya-pramāda-ālasya-avirati-bhrāntidarśana-alabdha-bhūmikatva-anavasthitatvāni citta-vikṣepāḥ te antarāyāḥ
choroba vyādhi, apatia/obojętność/stagnacja styāna, zniechęcenie/zwątpienie saṁśaya
(związane z zatrzymywaniem ruchu życia, ograniczeniem jego przestrzeni, oraz związanych z nią możliwości, z nadmiarem tamasu);
niedbałość/nieostrożność/beztroska pramāda, opieszałość/znużenie/lenistwo ālasya, folgowanie zmysłom/pożądliwość avirati
(świadczące o nierównowadze rajasu i niezdolności do zarządzania życiową energią);
uleganie złudzeniom/przyjmowanie opacznej perspektywy bhrāntidarśana,
niestabilność/nieumiejętność w ustanowieniu stabilnej/regularnej/trwającej w czasie/niezależnej
od okoliczności praktyki alabdha-bhūmikatva, rezygnacja/zejście z drogi/decyzja o nie postępowaniu
w procesie przemiany, w przekazie, czy bardziej tradycyjnie odejście od nauczyciela anavasthitatvāni
(związane z zaburzeniem funkcji sattvy i dezorientacją wynikłą z braku wsparcia poznania strukturą bądź ukierunkowanym działaniem);
destabilizują świadomość citta-vikṣepāḥ – mącąc postrzeganie, wzmagając wewnętrzną presję i podcinając wiarę/poczucie sensu;
Wszystkie te ograniczenia stosują się do nas uczących. Nie wystarczy o nich wiedzieć. Potrzeba je rozpoznać we własnych działaniach i zachowaniach.
Studiować ich wpływ na dyspozycję świadomości. Czy pomagasz, kierując się pewnością w temacie, czy wątpliwościami?
Co wcale nie oznacza, że czyjaś kondycja nie poprawi się, niezależnie od żywionych przez ciebie wątpliwości.
Guruji, w przypadku wielu powszechnych kondycji — bólu dolnych pleców, nieregularności miesięcznego krwawienia, astmy —
wypracowałeś metody, z których nauczycielom łatwo jest korzystać.
Żeby dać ciału ulgę, potrzebowałem wypracować pasywno-aktywne środki oddziaływania. Umożliwiać ruch przy stosowaniu wsparcia tak, by złagodzić opór.
Pasywne ruchy uspokajają odruchy oporu w ciele. Nie oznacza to, że nic się nie dzieje. Intencja ruchu zmiany w danej części ciała może odruchowo aktywizować
i podrażniać inne obszary, pogłębiając dysfunkcję.
Jeśli boli bark, nie mogę go rozciągać. Muszę podeprzeć bark tak, by aktywizowanie innych struktur — na przykład łopatki — nie łączyło się z jego przeciążeniem. Wyłączenie obu struktur z ruchu uniemożliwiałoby zmianę. Ta wiedza sprawiła, że wymyśliłem rekwizyty — by umożliwiać pasywne działanie, a nie jedynie pacyfikować struktury. W ten sposób uczymy w jogicznej praktyce rozróżniania— gdzie i jak pozostawać pasywnym i jak sprawiać, by inne części były przez to aktywne.
Jakiś czas temu zwichnąłem bark, tracąc równowagę przyciśnięty między ścianą, a rekwizytem w Viparīta Daṇḍāsanie II. Lekarz powiedział, że przez trzy tygodnie nie mogę nic z nim robić, podczas gdy ja czułem, że jedyne, czego faktycznie nie mogłem robić, to unosić go w górę — będąc doskonale zdolnym do robienia wszystkiego innego. Praktykowałem więc pozycje stojące, Nirālamba Śīrṣāsanę na linach i Nirālamba Sarvāṅgāsanę unosząc plecy i trzymając drążek, a nawet Ūrdhva Dhanurāsanę z podparciem. To był zdrowy rozsądek w działaniu. Potrzebujemy go jako nauczyciele jogi. Avirati, bhrāntidarśana, alabdha-bhūmikatva stosuje się zwłaszcza wtedy gdy nasza inteligencja może ulec zaćmieniu. Wynikiem przekonania o własnej sile i umiejętnościach, wystawiamy się na wypadek. Potrzebujemy poddawać się oczyszczaniu postrzegania. Zwracać się do kogoś, komu ufam i kto nam pomoże rozwijać się w pokorze.
Naturą ego jest wyprzedzać jaźń. Dlatego należy zachowywać ostrożność, uważność i odwagę.
To moja recepta na szlachetność — ostrożność w odwadze lub odwaga w ostrożności.
Moja rada dla nauczycieli: nie dajcie się ponosić słowom pacjentów, lecz sprawiajcie, by refleksyjnie odczuwali. Joga może zaszczepić poczucie dobrostanu i nieść zadowolenie. Nasza poznanie w przedmiocie powinno jednak skutkować leczeniem — a to oznacza usuwanie zasłony wewnętrznych wątpliwości przez wewnętrzne budowanie.
Joga zyskuje uznania jak forma terapii naturalnej, lecz potrzebuje wyraźnego wsparcia świata medycyny. Wynikiem połączenia jednego i drugiego, zdrowie na świecie niewątpliwie by się poprawiło. Profilaktyka nadal jest jednak lepsza od leczenia. To właśnie oznacza heyaṁ duḥkham anāgatam — zadbaj już teraz o utrapienie, które się może okazać przyszłym cierpieniem – a nie musi. Angażuj się, mówi Patańjali w sutrze II.23, w ewolucję bhūta, indriya, tanmātra i manas, by stać się wszechstronnie lepszym człowiekiem.
Tak, joga to także uzdrawianie, jak czytamy w sutrze IV.30 tataḥ kleśa-karma-nivṛttiḥ. Wykorzenianie przyczyn dolegliwości i przeobrażenia w działaniach, które powodują ich wzrastanie. Kiedy Patańjali mówi o doṣa-bīja, ma na myśli zarówno płaszczyznę psychologiczną, jak i fizyczną — prowadząc człowieka do zdrowia mentalnego, intelektualnego i duchowego metodami sādhany.
Poprawa stanu zdrowia zależy od dwóch rzeczy. Jedna z nich to prajñā, druga to prāṇa. Świadomy intelekt i bio-energia. Āsana kształci wrażliwość, która odżywia świadomość. Stymulujemy czyjeś działania do rozbudzenia inteligencji. Pogłębiona wrażliwość i rozbudzona inteligencja z czasem przemieniają jakość postrzegania do prakāśa — światła. To połączenie czującego widzenia i przepływu bio-energii. Fuzja soma-śakti i psyche-śakti. Poruszając się razem, tworzą uzdrawiającą falę.
Krążenie krwi zależy od krążenia prāṇy. Ich zespolenie zależy od prajñā-śakti. Zgodnie z fizjologiczną funkcją serca, oczyszcza ono krew niezależnie od tego, czy zwracamy na to uwagę. Jako jogini wysyłamy jednak inteligencję do każdej części ciała, tak by ruch krwi był odczuwany i odżywiony dotykiem świadomości. Wiele subtelnych działań w āsanach i prāṇāyāmach służy możliwości jednoczesnego docierania krwi i powietrza w dane miejsca i obszary.
Zdrowie jest rezultatem tej jedności. Jeśli przepływ prāṇa lub prajñā jest nadmiarowy lub niedoborowy,
wytwarza nierównowagę/rozdźwięk między myśleniem, a odczuwaniem. Posiadanie wiedzy medycznej o ciele i bycie zdrowym to nie synonimy.
Jak zasadnie pyta Prashant w jednym ze swoich wykładów: „ilu wielu lekarzy umierało nieświadomie?”
Kriyā — działanie jogiczne — jest rozjaśniające. W tym rozumieniu przekracza inne podejścia. Jakość życia poprawiłaby się, gdyby różne formy medycyny ze sobą współpracowały. To ego i duma tworzą oddzielenie. Różne metody, jak różny pokarm, dostarczają różnego rodzaju pożywienia. Żadna nie jest lepsza.
Joga jest subiektywną nauką. Nauką niemniej. Zaprasza do poszukiwań i niepolegania na twierdzeniach — nawet jeśli zobiektywizowanych w rzetelnej literaturze.
Dlaczego opisy i definicje miałby ograniczać moje czucie tego, jak coś działa w moim ciele? Zewnętrzne definicje służą weryfikacji, a nie narzucaniu granic.
Bez otwartości na to, co jest, pozostajemy w avidyi.
Stosunek do jogi bardzo się zmienił i to, samo w sobie, jest wielkim osiągnięciem. Wciąż brakuje nam jednak instrumentów do obiektywnego przedstawiania jej wpływu. Poza czyjąś osobową umiejętnością, nie mamy na przykład metody na pracę z funkcjami mózgu w Śīrṣāsanie. Dlaczego „niewiedzenie jak to dokładnie działa” w kategoriach naukowo mierzalnych miałoby przeszkadzać w subiektywnym studiowaniu lub w podjęciu się obiektywnych pomiarów? Dlaczego nie podpiąć holtera osobie w Setubandha Sarvāṅgāsanie na ławeczce i nie porównać ze zwyczajową pozycją spoczynkową podczas snu?
Ciało absorbuje tą wiedzę. Otrzymuje z pozycji bio-feedback. Możemy to obserwować bez instrumentarium, lecz z pomocą nauk medycznych możemy się dowiedzieć więcej. Współcześni nauczyciele muszą się nad tym zastanowić. Jakoś to trzeba zapoczątkować.
Wielu ludzi przecież wie, że praktyka jogi jest korzystna.
Czemu miałoby służyć dokumentowanie jej efektów?
Świat się zmienił. Z mojego punktu widzenia sposób, by ludzie nie tylko czuli, lecz także rozumieli wpływ praktyki. Nie chodzi o dokumentowanie osiągnięć.
To, czym się zajmujemy, może służyć przyszłym pokoleniom. Badania pozwolą na obiektywną demonstrację. Zadaniem nauczycieli pozostanie znajdowanie indywidualnych dostosowań zgodnych z danym kontekstem i kondycją. To także samyama — integracja.
Weź to, co najlepsze z obu i w tym duchu działaj.