O wielu rzeczach przychodzi mi łatwo pisać. Dużo łatwiej, niż mówić. Za wyjątkiem pisania o sobie. O sobie zarówno nie mówię, jak i nie piszę. Tymczasem powstał blog i jako jego autorka pokazuję siebie. Pod wieloma względami jest to praktyka radykalna. Skoro blog jest o jodze, to siłą rzeczy o jodze w “moim” rozumieniu tj. w rozumieniu jogi przeze mnie-filozofa, mnie-praktykującą, mnie-uczącą, mnie studiującą zachowania świadomości w każdych okolicznościach.
Dawania wyrazu “sobości” nie da się najwyraźniej uniknąć, tak jak nie da się uniknąć rzeczywistości w ogóle, w szczególe zaś jej wpływu na stan postrzegania. Innymi słowy “jak jest, każdy widzi”, tyle że nie każdy widzi to samo… Więc choć natura otaczających i wynikających z nas spraw i zjawisk, a w tym przypadku jogi, jest jedna (choć złożona i wielowymiarowa), to doświadczenie płynące z jej praktyki pozostanie “różnoczytelne” i z natury uzasadniające subiektywność interpretacji.
Jedna z wyjątkowo zajmujących sutr Patańjalego (niepośledniego inspiratora tego przedsięwzięcia ) mówi, że doświadczalna natura rzeczy służy prawdziwemu poznaniu (tad artha eva dŗśyasyātmā II.21). Czytam, że cokolwiek jest nam z natury dane, pozostaje środkiem do rozróżniania między tym, kim istotowo jesteśmy, a tym, z czym się ku wiecznemu utrapieniu utożsamiamy. Nie ma przy tym wątpliwości, że to właśnie z obrazem i poczuciem własnej “sobości” utożsamiamy się najściślej. Na szczęście, o ile je angażować i ćwiczyć, wszystkie “moje”, “ja” i “widzimisię” radykalnie się w praktyce przemieniają. Nie dyktują, nie oceniają, nie wykluczają.
Jeśli na to pozwolić, “ja” służy rozwojowi.
Toteż “ja” pisać będę o jodze, nie przywiązując się zarazem do tego, co o niej myślę… :)
Natasza Moszkowicz